Czat – z perspektywy.

 

www_IMG_8070

Czat (bedeesemowo – erotyczny).

Dla niektórych synonim rozwiązłości. Bo przecież jak facet jest na czacie to szuka „świeżego mięsa” a jak kobieta – to na pewno puszczalska. Nie mówiąc o tym że 90% „milczących” żeńskich nicków to przebrani faceci…

Dla innych – pospólstwo gadające o niczym, podczas gdy należy tylko dyskutować o szczytnych ideałach z najbliższymi znajomymi, przy butelce zacnego trunku. Ale że co? Rozmowa o gotowaniu na „czacie bedeesem”? A-fe! Toż to świętokradztwo! Ciekawe, że czasem te same osoby bez skrupułów wchodzą na czat „na łowy”.

Wszyscy w maskach. Ukryci za bezpiecznymi barierami nicków, za sztandarami Dużych i małych literek, z dumą noszący „wirtualne obroże”. A tak naprawdę? Zwykli ludzie – tacy jak ja i Ty.

Ludzie siedzący w gaciach od pidżamy z kubkiem kawy, nieogoleni faceci, kobitki bez tapety i „zrobionych włosów”. Bo tak wygodniej, bo naturalnie, bo codziennie, bo pod własnym dachem możemy być tym kim chcemy.

A że siedząc w wyciągniętej podkoszulce z wzorem w słoniki, w gaciach z pingwinkiem, rozprawiamy na tematy z dziedziny wyższej kultury, etyki, czy też rozwodzimy się nad smakiem tatara z mrożoną oliwą serwowanego na osiemnastoletniej dzierlatce? A czemu by nie?

Literkami malujemy swój obraz, literkami dajemy sie poznać, literkami się witamy, literkami nienawidzimy. Niektórzy literkami kochają.

Kiedyś – napisał bym to wszystko w cudzysłowach, ale życie nauczyło mnie pokory. Bo czy mam prawo krytykować kogoś kto pisze że zakochał się w tej czy innej literce? Czy mam prawo odmawiać kategorycznie tego że ktoś wirtualnie tworzy jakieś relacje? Owszem to nie moja bajka, ale jak ktoś lubi – to niech mu będzie na zdrowie.

Część z nas wychodzi poza ramy literek, spotyka się tu i ówdzie raz na jakiś czas, weryfikuje wzajemnie swój wirtualny wizerunek – raz się rozczarowując a raz nie.

Dla mnie wizyta na czacie to spotkanie ze znajomymi, bo za wieloma nickami są twarze znajome z rzeczywistych spotkań. To publiczna rozmowa jak przy dużym stoliku gdy spotykamy się przy piwie, kawie, herbacie czy tez krwi niewiniątek (jeśli akurat jest w menu, lub lodówce).

Jak na każdej imprezie – bywa różnie. Ludzie żartują, kłócą się, przedrzeźniają, flirtują, podszczypują i machają saperką w zacnym czynie kopania dołka. I jak z każdej imprezy – zawsze można wyjść. A powiem więcej – wyjść trzeba.

Znałem ludzi żyjących czatem, nie zawierających innych znajomości niż te „czatowe”, kolekcjonujących zapisy rozmów jak klejnoty. Kiedyś część z nich to byli moi bliscy znajomi, wprowadzający mnie w świat „klimatu”, byli dla mnie pewnego rodzaju wzorem. Dziś pozostaje mi uśmiechnąć się patrząc wstecz na siebie kilka lat temu.

Czat to nie jest życie, tak jak życie nie jest czatem.

Czat to młotek. Jako narzędzie – użyteczny, ale można zrobić nim krzywdę. Sobie lub komuś. I nie jest to narzędzie „uniwersalne”, nie wkręcimy młotkiem śruby, więc warto mieć pod ręką kilka innych.

Ale nie bójmy się używać młotka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s