sadkowe piwo – a miało być tak pięknie…

Miało być spotkanie integracyjne, miało być miło i sympatycznie…
I częściowo było. Częściowo.

Już w przededniu okazało się, że piwo to tak naprawdę pożegnanie „dawnej ekipy” (w ilości sztuk dwóch) która postanowiła na znak protestu wobec jednego z nowych opów na czacie odpuścić organizowanie sadkowych piw, plus oczywiście przestać bywać w „starym pokoju”.
Na takie dictum naprawdę zastanawiałem się czy warto przyjść, ale okazja spotkania kilku dusz dawno nie widzianych oraz poznania na żywo jednej nowej z którą mijałem się wte i wewte między Azją a Polską… Poszedłem.
A właściwie pojechałem – komunikacją miejską z odległej części miasta zajęło mi to około 40 minut „od drzwi do drzwi”.

Przybywszy kilkanaście minut przed 18:30 (o której to spotkanie miało się rozpocząć) byłem przygotowany na to, że może jeszcze nikogo nie być.
Mniej byłem przygotowany na to, że o godzinie rozpoczęcia nadal byłem sam przy stole.
I piętnaście minut później.
I pół godziny później.
Dopiero gdy dopijałem piwo zbierając się już do wyjścia (jakieś 40 minut po planowanym czasie) wpadły organizatorki mieszkające o rzut beretem. Jak gdyby nigdy nic. Tak. Te właśnie dwa chodzące ideały integracji i organizacji.
Wspaniały akcent na rozpoczęcie, prawda?

Cmokaski i witaski, sama słodycz. Na początek.
Bo potem (po szklance pszenicznego – bardzo smacznego przyznam – piwa) organizatorki przeszły do meritum.

Zaczęło się to czego się obawiałem…

Pełne jadowitej satysfakcji stwierdzenia że część ludzi już nie przychodzi gdy One nie przychodzą przesłoniły jakby fakt, że gdy One jako nowa ekipa przyszły dwa lata temu – przestała przychodzić spora grupa starych bywalców, którzy stanowili oś naszej małej społeczności w czasie gdy One pewnie jeszcze nie miały pojęcia że coś takiego jak BDSM istnieje.
Bywalcy zniechęceni byli nuworyszowskim zapałem, czapajewowskim wręcz. Sam zapał nie jest zły, pod warunkiem ze jest ukierunkowany na rzecz społeczności a nie tylko wąskiej grupy która na przemian rozkoszowała się „władzą” i z rozbrajającą szczerością stwierdzała że „przychodzi dla zabawy tylko”.
Nie pamiętały szanowne kobietki z ostrym językiem, że będąc operatorkami miały priorytety kompletnie inne od tych które teraz deklarują jako ideały. Było inaczej? Przykro mi, ale wyglądało właśnie tak.

Historia nie tylko lubi, ale wręcz uwielbia się powtarzać, a wśród ludzi zajmujących się granicą świata wirtualnego i realnego jest to szczególnie widoczne.

Ileż to było już „zmian” na Sadce przez naście lat jej istnienia (w różnych formach)?
I za każdym razem… „stare jest cacy a nowe jest ble, bierzemy zabawki i idziemy sobie ze swoim towarzystwem wzajemnej adoracji do innej piaskownicy”.
Ile razy mający akurat w danym momencie foszka stwierdzali „Sadka umiera, zdycha, pada, ledwie zipie i nie przetrwa gdy odchodzimy”.
I co? I jakoś na razie trwa, mimo wszystko.
I śmiem twierdzić, że ma się dobrze nie dzięki efemerycznym zmianom operatorów, lecz dzięki zasadom leżącym u jej podstaw, dzięki rdzeniowi ludzi który gnie się, ale nie łamie.

Powstają nowe czaty, odłamy i odłamy odłamów. Wzajemnie próbujące sobie podbierać użytkowników, skupiające oddzielające się grupy przyjaciół, którzy mają w danym momencie inne priorytety niż „stara Sadka”.
Tak, oczywiście, można dzielić w nieskończoność, ale te cholerne drożdże jakoś nie chcą zdechnąć.

Wracając zaś do samego przebiegu spotkania…

Całe szczęście, że przybyły też inne duszyczki – te na które naprawdę czekałem, i udało nam się porozmawiać również o sprawach niekoniecznie związanych ze zmianą warty na czacie.
Było naprawdę przyjemnie, smacznie i sympatycznie (wyłączywszy wcześniej opisaną tematykę).

Oczywiście, rozumiem rozgoryczenie „odchodzących”, rozumiem wiele.
Rozumiem również to, że z przyjemnością będę od dziś organizował „sadkowe piwa”. Sam lub współpracując z kimś innym.
Bo jakoś w mojej tępej łepetynie tkwi przekonanie, że zorganizowanie spotkania to nie tylko wrzucenie tematu na czacie i zaklepanie stolika, ale i pewna odpowiedzialność jako (choćby bardzo umownego) gospodarza.

Czemu ja się w ogóle tak przejmuję „czatem”, „forum” i takimi tam, mimo że nie mam nawet czasu za bardzo tam siedzieć, o pełnieniu jakichkolwiek funkcji nie wspominając?
Bo te częściowo iluzoryczne, matriksowe wręcz, zjawiska są łącznikiem ŻYWYCH ludzi.
Ludzi których część lubię, część nie, część szanuję, a część nie… ale LUDZI połączonych wspólnymi pasjami.

Gdzie następne spotkanie, takie które sam zorganizuję lub przyłożę do niego rękę? Nie wiem jeszcze dokładnie.
Ale z poprzednich doświadczeń i kilkuletniej znajomości ludzi mam pewną wizję, która „nieco” odbiega od tego które odbyło się wczoraj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s