Ona

To już trzeci rok…

Pamiętam, że to było trudne rozstanie.

Nie mogłem patrzeć w jej stronę, przełykałem słone łzy, które tak bardzo lubiła spijać wcześniej z mojej twarzy.
Jej ciepły, kojący oddech, który nie raz ukołysał mnie do snu… To wszystko odeszło, mokrym człapaniem przez liście, mgielnym popołudniem, gdy odprowadziłem ją po raz ostatni.

Gdy rzuciłem pierwszą garść ziemi walczyłem z uczuciem by wyszarpnąć ją po raz ostatni z zimnych objęć ziemi i przytulić.

Rozsądek! Rozsądek żałosny frajerze!

Poczekałem do końca ceremonii, pomogłem ustawić niewielką tabliczkę i starając się nie oglądać poszedłem rozpuścić smutek w złotym eliksirze zapomnienia.

Przez kolejne dni nie robiłem nic więcej, jak tylko siedziałem przed zimnym kominkiem próbując uchwycić jej zapach. Rozpuszczałem kostki smutku w szklankach wspomnień, przełykałem gorycz tej gwałtownie skończonej miłości… i trawiłem rozpacz. Tak właściwie minęła cała pierwsza zima.

Pierwszy rok był najtrudniejszy. Nie widziałem innych. Mijałem je na ulicy, w parkach, na plaży. Czułem się okrążony przez jej kopie, bo każda była jak ona. Tylko w ich oczach nie widziałem tego życia które tak dobrze zapamiętałem.

Latem słońce nieco osuszyło moje łzy, a znajome kamienie szlaku na Kozi Wierch ochłodziły zranione serce.

Zacząłem żyć. Żyć jedynie namiastką tego co wtedy, gdy była przy mnie. Wciąż nie mogąc się otrząsnąć z lawiny wspomnień.

Byliśmy ze sobą dwanaście lat.
Dwanaście jesieni wypełnionych mieszanką radości, zabaw, ale i bolesnego szkolenia.

Ukształtowałem ją od zera, dałem przynależność, zyskałem bezgraniczne zaufanie.

Gdy musiałem ją karać, samego mnie bolało to co robiłem, ale jej oczach nie zobaczyłem nigdy skargi, a jedynie ciche przyznanie do winy. Po każdej karze lepiej rozumiała zasady. Potem już zawsze wiedziała o co mi chodzi. Rozkazy czytała, jak się mi wydawało, wprost z mojej duszy.

Taka czysta, niewinna, ale w niektórych zabawach również bezwzględnie brutalna…
Brutalna jak ja? Czy to była naprawdę brutalność, czy tylko to, co w takiej relacji było niezbędne?

Nie brakowało miłości. Czystego uczucia, nie zbrukanego cielesną żądzą.
Raz na jakiś czas pozwalałem jej mieć partnera, który zaspokoił by jej seksualność, sobie pozostawiając resztę.

Dwanaście lat.

Minęło, odeszło tamtej jesieni. Skończyło się…

Potem trzy lata gdy wracałem do zmysłów.

Aż wreszcie dziś.

Słoneczny wiosenny dzień, gdy być może poznam nową Ją.

Wypatrzyłem ją na pewnym portalu. Młodziutką, jakże niewinną. W jej błękitnych oczach był żar, jakiego nie zaznałem od tak dawna. Było życie, które przypominało mi… A może nowe życie?
Postanowiłem ją poznać czym prędzej.

Aż wreszcie dziś. TEN dzień.

Gdy ją zobaczyłem – serce mi skoczyło radośnie, a ręce rwały się by ją przywitać. Gdy spotkały się nasze oczy… wiedziałem ze jesteśmy sobie przeznaczeni. Ręce rwały się do pieszczot. Nie mogłem się powstrzymać!

Jeszcze chwila i będziemy razem.

Jeszcze tylko szczepienia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s