prawdziwa uległość

Część I – Spotkanie

Gdy wyszła z pociągu wiedziała, że to będzie wspaniały dzień.

Przywitał ją bezruch czerwcowego popołudnia, niespiesznie unoszone wiatrem kępki kurzu, dyskretny aromat torów na dużej stacji przemieszany z porzuconymi wspomnieniami piwa i kawy.

Poprawiła dyskretnie szwy na rajstopach, odgarnęła niesforny kosmyk z czoła i dźwignęła walizkę w poszukiwaniu postoju taksówek.

Pierwszy w kolejce stał opel pamiętający tak na oko czasy fryzur afro, za nim – kilka bratnich dusz mniej więcej z podobnych czasów. No cóż, muzeum czy nie – Pan czeka. Wzięła opla.

Po kilkunastu minutach jazdy w aromacie pokoleń taniego tytoniu dotarła na miejsce i zachłysnęła tlenem, który wdarł się przez otwierające się drzwi samochodu.
No doooobrze.
Powiedzmy ze tlenem, bo tym razem do letniego upału dołączyła nuta wypełnionego szamba.

Podniosła wyżej walizkę i ze wszystkich sił starała się nie poślizgnąć w nowych szpilkach, kupionych specjalnie na dzisiejszy dzień.
Prawie jej się udało, jednak ostatni krok sięgający schodów oficyny okazał się ostatnim dla jednego z obcasów.
Hm. Dobrze że nie wpadła w błoto na podwórku.

Odetchnęła głęboko i odruchowo podrapała po głowie smoliście czarnego kota, który ocierał jej się o łydki.

Przed nią ostatnia przeszkoda. Schody.
Zawahała się wchodząc na pierwszy stopień, ale skrzypiące drewno nie ustąpiło, więc śmiało podjęła wędrówkę.

Wiedziała że Pan będzie czekał na drugim piętrze. Lekko zasapana dotarła do upragnionych wrót Rozkoszy.

Nacisnęła dzwonek. Bez efektu.
Odczekała chwilę i zapukała, potem raz jeszcze, potem ponownie i nieco głośniej.
Było by dużo łatwiej gdyby Pan miał komórkę, ale wiedziała, że jego zasady na to nie pozwalają.

W końcu, rozcierając obite kostki palców usłyszała kroki za Wrotami Grzesznego Spełniania, które po chwili się otworzyły… i stanęło w nich jakieś stworzenie zapewne niezbyt odległe ewolucyjnie od człowieka, ale…
– Panie? – wyrwało jej się z cichym jękiem..
– Jareeeeeek!!! Chyba do ciebie!!! – zaanonsowało stworzenie rozszerzając jamę gębową w czymś w rodzaju uśmiechu, podczas gdy jedno oko zaczęło drgać spazmatycznie.

Cóż, słuch podobno wraca nawet artylerzystom. Nadal zdziwiona, jak stworzeniu udało się osiągnąć taką intensywność nagłośnienia, spoglądała w mroczną czeluść korytarza za drzwiami.

Skrzypnęły jakieś drzwi w środku i z bocznego pokoju wybiegł radośnie On, jej Pan i władca.
– Może babcia już pójdzie do siebie… ? – powiedział cichym głosem, jakże doskonale pasującym do postury.

Stworzenie zaprzestało regularnych spazmów oka, łypnęło za to raz jeszcze znacząco i poczłapało w ukrytą w mroku część apartamentów.

Pan tymczasem uśmiechnął się szeroko i rozglądając nerwowo szybko cmoknął w policzek.

Jakże żałowała, że nie dotknął jej ust, dzieląc się historią kilku dni domowego jadłospisu. W aromacie Jego oddechu wyczuła, że mogło by to być co najmniej interesujące.

Dotąd była mokra od potu w podróży, lecz teraz inna wilgoć zaczęła się już niemal przesączać przez cienki materiał dzielący jej krocze od świata.
– Panie… – jęknęła cicho – potrzebuję skorzystać z toalety…

Bez słów wskazał jej wąskie drzwi z klasycznym serduszkiem. Pewną niedogodnością było, że wskazane drzwi znajdowały się za oknem, a dokładniej – na podwórku przez które dopiero co przebrnęła.

Gdy po kilku minutach wracała na górę, odklejając od podeszwy kawałek gazety, jej Pan nadal czekał w drzwiach i od razu wskazał jej na stoliczku miednicę w której mogła opłukać dłonie. Szorstki materiał ręcznika rozgrzał jej dłonie i już po chwili była prowadzona w chłodną ciemność korytarza.

Pan bez słowa uchylił drzwi swojego pokoju. Pokonując ostatnią niedogodność szarpnęła walizkę przez próg.

Nareszcie!

Popatrzała głęboko w Jego oczy, i cicho szepnęła…
– Panie, oto jestem tu dla Ciebie
Mówiąc to klęknęła na surowej podłodze i spuściła pokornie oczy.

Wkrótce usłyszała jęk zamykanych drzwi i brzęknięcie haczyka, który zamknął ich w enklawie wymarzonej chwili.
Jego dłonie delikatnie ujęły jej głowę, pogładziły włosy, policzki…

Przez chwilę poczuła jak nierówna krawędź paznokcia delikatnie zarysowała jej skórę na szyi. Jakże długo na to czekała… klęcząc u Jego stóp odważyła się przytulić. Złożyła policzek tuż pod jego torsem, gdy stał nad nią, milcząc i bawiąc się jej włosami…

– Ssij dziwko! – padł cichy rozkaz.

Nisko pochylając głowę i lekko uginając kolana, z zamkniętymi oczami bezbłędnie wyczuła gdzie znajduje się Jego członek. Po dłuższej chwili odnalazła go w bujnym gąszczu prawdziwie męskiego zarostu.

Jej usta ujęły go delikatnie i powoli pochłonęły… Czuła jak na jej języku zaczyna rosnąć, podczas gdy zaczęła delikatnie ssać. Och, jakże słodko poczuć jego smak, tak bogaty, przypominający nieco starą bacówkę w Bieszczadach.

Nieco zaskoczyło ją , że po minucie wypełnił jej usta swoim spełnieniem. Musiał długo na nią czekać.

Ona również czekała, od kilku tygodni kompletując bieliznę i ulubione akcesoria, które teraz wypełniały walizkę, czekając by ujrzeć już za chwilę światło dzienne…

Gdy męskość jej Pana wróciła do swoich spoczynkowych wymiarów i dyskretnie ukryła się w lokach – pozwoliła sobie na to by spojrzeć w górę.
– Dziękuję, mój Panie.

Był taki młody, taki świeżo niewinny, a z drugiej strony wiedziała że stać go na wiele. Już cieszyła się na spełnienie wszystkiego o czym rozmawiali długimi nocami na czacie.
Wiedziała że On jest Kimś.
Wiedziała, że jest lepszy od tych wszystkich pseudomasterów.

On był jednym z niewielu, którzy wiedzieli co to jest PRAWDZIWE BDSM.
Nie akceptował pseudo-suk, które bezczelnie chcą mieć swoje zdanie i w dodatku ośmielają się mówić o tym publicznie. Wiedziała, że doskonale do Niego pasuje, bo przecież to On ją przez te tygodnie ukształtował.
Czuła mu się tak bezgranicznie oddana, tak wdzięczna…
Na samą myśl krew zaczęła jej płynąć szybciej…

– Wstań suko! – przerwał jej rozmarzenie.

Posłusznie wstała i dyskretnie spuściła oczy, obserwując, jak Jego głowa dotyka piersi.
Poczuła ugryzienie, gdy zęby niemal przecięły skórę. Wzdrygnęła się, lecz nie odważyła poruszyć w obawie przed Jego niezadowoleniem. Ponownie oznaczył ją, na drugiej piersi, a jego dłoń odnalazła jej krocze.

Poczuła jak palec masuje gotową do rozkoszy dolinę, w której już budziły się źródła. Po chwili próbował się zagłębić, lecz zatrzymał, wyczuwając opór.

– Ty też jesteś dziewicą?!
– Nie Panie, to tylko rajstopy…

Część II – Chłosta

Zgrabnie rzuciwszy rajstopy na powojenny dywan o bliżej nieokreślonym odcieniu pozwoliła by jego palce eksplorowały jej kobiecość.

Czuła jak zanurzają się bezlitośnie, omijając wszystkie najwrażliwsze miejsca, długie, ostre i nieregularne krawędzie paznokci Pana drażnią jej wnętrze.

Zacisnęła oczy i wczepiła dłonie w przygładzony tupecik Pana, naruszając misterną konstrukcję starannie przerzuconych między wyspami młodości pasemek.

Tego było już za wiele.
– Nie pozwoliłem ci się dotykać, eeee… dziwko! – syknął przez zęby, jednym ruchem prostując się z wzrokiem na wysokości jej nabrzmiałych sutków – Zapłacisz mi za to.
– Panie, błagam… – próbowała ze łzami w oczach skamleć o litość.
– Nie ma litości dla takich suk jak ty… eee… szmato. – odburknął sięgając za siebie.

Oddychała głęboko starając się nie zdenerwować Pana bardziej, każdym oddechem nasycając się aromatem wieków, a w każdym razie lat dziesięcioleci zaklętym w kurzawie jaką wzniecił jej Władca szarpiąc gwałtownie za jakiś przedmiot za sobą.

Wkrótce miał już to w ręce. Westchnęła ze zgrozą.
Spełniały się jej najczarniejsze koszmary.
W ręku Pana drżało okrutne narzędzie… Splot drutów pokrytych gładkim, twardym tworzywem, zaplecionych misternie i umieszczonych w drewnianej rękojeści…

– Odwróć się – syknął przez zęby.
– Panie, ale… błagam, tylko nie to… proszę…
– Odwróć się…
– Nie, Panie…
– Bardzo cię proszę… – dodał już nieco łagodniejszym tonem.

Wiedziała z rozmów, w których uczył ją Prawdziwego BDSM, że to najgorsza rzecz jaką może powiedzieć Pan, więc ogarnięta paniką szybko się obróciła by nie rozsierdzić Go bardziej.

– Na kolana i wypnij tyłek.
Bez słów wysłuchała rozkazu.

Wkrótce rozległ się świst i trzepaczka do wzbiła kłębek kurzu z dywanu obok jej stóp.
Kolejne trafienie było już celniejsze – poczuła klepnięcie na pośladku, po chwili kilka kolejnych, coraz śmielszych.

Po kilku minutach bezlitosnej chłosty zaczęła nawet czuć lekkie szczypanie.
Tak, Pan mówił że rozkosz mniejsza ból zadawanych razów, to chyba właśnie był ten efekt…

Starała się usilnie odczuć tą znieczulającą przyjemność, lecz czuła jedynie swędzenie tu i tam…
Po chwili odniosła wrażenie, że nie są w pokoju sami…
Tak. W dywanie zdecydowanie musiało coś żyć.

Tymczasem Pan, świszcząc narzędziem destrukcji rytmicznie uderzał jej odsłonięty tyłek, lekko go rumieniąc w miarę symetrycznie z obu stron.

Jego oddech stawał się coraz szybszy i urywany, była przekonana że podniecenie Pana musiało już sięgać szczytu, gdy nagle usłyszała za sobą głośne charczenie.

Spanikowana odwróciła bez zezwolenia głowę i zobaczyła jak Pan nerwowo grzebie w jednej z szuflad i po chwili z westchnieniem ulgi aplikuje sobie porcję jakiegoś leku z inhalatora.
Ciche syknięcie zakończyło widocznie bolesną walkę Pana z Jego Oddechem.

Odwróciła głowę w kierunku przyćmionego patyną lat okna dziękując opatrzności za to, że nic się nie stało.
– Masz dość, dziwko?
– Tak Panie – odpowiedziała posłusznie, myśląc jednak z nadzieją o kilku narzędziach jakie przywiozła w walizce.

– Zrobiłaś to co ci kazałem, suko?
– Tak Panie, jestem gotowa zgodnie z Twoim rozkazem.

Wiedziała, o co Mu chodzi.
Posłusznie wyeksponowała gładko ogolone łono, rozszerzając nogi i wypinając wysoko zaróżowiony tyłek.

Dotknął jej kobiecości drżącą ręką, a na Jego bokserkach w pingwinki rozkwitł wilgotny kwiat spełnienia.

– Panie? – zapytała niepewnym głosem, niepokojąc się co będzie następne.
– Ekhm… przywiozłaś? – chrząknął niewyraźnie.
– Tak Panie! – z radością i nadzieją w głosie ożywiła się i sięgnęła do walizki.

Rozpinała po kolei zamki, by wkrótce pozwolić wieku się podnieść.
Zawahała się sięgając wgłąb…

– Panie, co wyjąć?
– Zaskocz mnie – odszepnął widocznie znów walcząc o oddech.

Sięgnęła głęboko, dłonie prześlizgnęły się po kilku różnej wielkości wibratorach, palce musnęły knebel i po chwili zastanowienia dołączyły go do podawanego Panu bata.

Podała go w klasycznej pozycji uległości numer 35, której nauczył ją Pan.

Gdy z lekka przemoczone pingwinki znalazły się na wysokości jej głowy poczuła jak dłonie Pana odbierają narzędzia które Mu podała.

– Wstań, szmato!
– Ale… Panie…
– Wstań suko!

Tym razem nie czekała na kolejne zachęty i posłusznie stanęła przed Nim, z kornie pochyloną głową.

Wyciągnął wysoko w górę ręce i już po kilkunastu minutach udało Mu się zapiąć knebel , z czarną kulką ściśle wypełniającą jej usta.
Kilka włosów przyciętych pod metalowymi sprzączkami jedynie zwiększyło jej pokorę i – sądząc po wydawanych jękach – musiało sprawić przyjemność.

– Połóż się na stole, dziwko, i wypnij.

Posłusznie spełniła polecenie opierając piersi na papierowych serwetkach, aż wyciągnięte ręce chwyciły za krawędź mebla, odkrywając pod nią kilka przyklejonych grudek, które rozkruszyły się wpadając pod paznokcie.

Jej odkryty tyłek był teraz zwrócony w stronę drzwi pokoju, gdzie pod błyszczącym segmentem stał Jej Pan, trzymając w ręku krótki bat.

Chwila ciszy dłużyła się niemiłosiernie, każąc przypomnieć długie godziny rozmów, w których szczegółowo opisywał swój kunszt oprawcy. Jej skóra, wystawiona na Jego wzrok mrowiła w oczekiwaniu.

Wreszcie rozległ się krótki świst i koło jej twarzy spadł liść paprotki, a z tyłu dobiegło ciche „kurwa mać”. Nie odważyła się tym razem odwrócić głowy, lecz w szybie widziała sylwetkę Pana trzymającego się za twarz.

Trwało kolejną chwilę, gdy kolejne razy skórzanego narzędzia bolesnej rozkoszy dosięgnęły jej tyłka, strącając po drodze jedynie kilka ceramicznych figurek.
Poczuła rozkoszne ciepło, promieniujące z pręg rosnących na jej gładkiej skórze.
Każde kolejne uderzenie było celniejsze, niektóre naprawdę zaczęły sprawiać jej ból.
Zacisnęła zęby szykując się na więcej, gdy dobiegł ją ryk zza drzwi.
– Jareczkuuuu, herbatki się napijecie!!!???

Pan pisnął cicho, gdy rozpędzony bat w wyniku chwilowej utraty koncentracji prześlizgnął się po szybach segmentu i strącił cepeliowski wazon, który wylądował na podłodze koło dywanu tworząc całkiem interesującą mozaikę.

Część III – Finał

Pisnęły cicho zawiasy, a drzwi pokoju pchnięte obutą w sterany życiem pantofel stopą odbiły kolejną kreskę na politurze meblościanki.

Za stopą zaglądnęła ciekawie Mamusia.
– Wszystko w porządku, dzieciaczki?
– Tak, mamo – Wydusił z siebie Pan, wciąż lekko dysząc, i bezskutecznie próbując zamieść stopą resztki cepelii pod wersalkę.
Tymczasem sunia zasłaniała się koronkową serwetą, którą odruchowo złapała ze stołu. Twardy wzór, odciśnięty uprzednio na jej piersiach, teraz zasłaniał łono.
Mama Jareczka obrzuciła jej postać fachowym okiem.
– No, ładnaś. Ma gust. A teraz ubierać mi się i do stołowego, zrobiłam wam coś do żarcia. A ja posprzątam.

Po kilku minutach mama Pana dołączyła do dwójki młodych, z lekka jeszcze roztrzęsionych z emocji osób, i nałożyła sobie sporą porcję sałatki.
– No, dobrze się bawicie? A tego wazonu nigdy nie lubiłam – Dodała uśmiechając się znacząco, na co Pan przybrał wręcz pierwszomajowy kolor, uciekając oczami w kierunku Autentycznej Repliki Ostatniej Wieczerzy zajmującej całą ścianę pokoju.

Przez dłuższą chwilę panowała nieznośna cisza.
Pyłki kurzu tańczyły w gorącym powietrzu, kilka much wyprawiało swoje akrobacje wesoło pod kryształowym plastikiem żyrandola.
Gdzieś za oknem pies zaszczekał leniwie…
Pan i jego sunia siedzieli w bezruchu, wpatrując się w szklanki herbaty.

Ciszę znów przerwała rodzicielka.
– Dziewczyno, jak ty w ogóle masz na imię?
– Ania proszę Pani.
– Ładne imię. Jarek niedawno Cię poznał, prawda? Nie odpowiadaj, przecież to widać. Dobry chłopak, ale musi się jeszcze wiele nauczyć. Ech… – Westchnęła cicho.

Pan ukrył twarz w dłoniach i zaczął cichutko siorbać. Ramiona trzęsły się bezgłośnie, gdy skulił się i cicho szeptał…
– Mamo, co zrobiłem źle?
– Nic synku, chciałeś dobrze. Uczyłeś się, słuchałeś, oglądałeś filmy. Masz w sobie pasję, ale na pierwszy raz to było chyba za dużo.
Ania ocknęła się.
– Panie! Jak to pierwszy raz?! Przecież pisałeś mi tak dokładnie, uczyłeś mnie, kształtowałeś… Pokazałeś mi prawdziwe BDSM! Twoja strona jest wzorem dla innych, tyle pięknych, wartościowych tekstów… Opisałeś taki cudowny świat, wizja powaliła mnie na kolana! Myślałam… myślałam, że…

– Kochanie, nie bądź na niego zła, naprawdę chciał dobrze. BDSM w naszej rodzinie ma długą tradycję, jeszcze zanim ktoś je tak nazwał. Chciał dorównać. Musiał być dobry. Musiał być najlepszy. I może kiedyś naprawdę będzie – Uśmiechnęła się ciepło, patrząc w zamyśleniu na szerokie drzwi szafy.
– Chodź, kochanie, pokażę ci coś…

Mijały minuty, kwadranse, a Ania wciąż w lekkim szoku przeglądała wyłaniające się z szafy akcesoria…

Baty, pejcze, kneble, liny i łańcuchy, oraz zupełnie niezidentyfikowane przedmioty przesuwały się galerią przed jej oczami. Zapach dziesięcioleci składał się z cierpkiej woni zakonserwowanej stali, słodkiego aromatu skóry, i … przysięgła by, że ludzkiego potu.

– Czy… czy mogę… ?
– Oczywiście, kochanieńka. Dotknij, poczuj…

Palce Ani przesunęły się po szorstkiej skórze wiekowych opasek na ręce. Popatrzyła się na Pana, milczącego z wzrokiem wbitym w dywan. Poczym jej wzrok spotkał się z wesołym błyskiem w oku mamy Jarka.
– Przymierz, dziewczyno, nie krępuj się.

Chłodna skóra przyjemnie drażniła jej nadgarstki, poczuła gęsią skórkę, gdy inne palce zapięły paski kajdan. Dreszcz pełzł przez ramiona…

Zamknęła oczy. Zadziwiająco delikatna dłoń spoczęła na jej barku, obróciła ją powoli.
– Wyglądasz cudownie.
Ania uśmiechnęła się sama do siebie, nie otwierając oczu. Wiedziała że to prawda. Czuła się wspaniale… spokojna.

Nawet nie zauważyła, gdy na jej szyi sprawnie zatrzasnęła się stalowa obręcz, gdy obce dłonie połączyły kajdany łańcuchem i spięły na plecach.

Skóra mrowiła na dłoniach, dreszcz emocji spływał z karku przez plecy. To było kompletnie inne doświadczenie od wszystkiego co czuła do tej pory. Stanęła dumnie i odetchnęła pełną piersią.
Krew buzowała jej w żyłach, a gorzkie, gorące powietrze było jak balsam.

– … czy mogę poprosić o więcej?
– Mhm. Odpręż się, i pozwól mi zająć się resztą.

To było niewiarygodne, lecz spokojny ton głosu starszej kobiety sprawił, że jej zaufała.
Gdzieś zniknęła istota która powitała ją w progu, a pojawiła się władcza kobieta, w której rękach znać było doświadczenie.

Opuściła głowę i niemal automatycznie szepnęła – Tak, Pani.

Wieczorem, czekając na pociąg, uśmiechnęła się do siebie…
Nie po to przyjechała. Ale teraz już wiedziała, czego szuka.

KONIEC

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s